Wielki Mur Chiński, Badaling

Obowiązkowym punktem naszej wyprawy do Pekinu był Wielki Mur Chiński. Zastanawialiśmy się tylko, które miejsce wybrać, bo wejść na mur można w bardzo wielu punktach. Pomijając te znacznie oddalone od Pekinu, które z jednej strony są zrujnowane i niebezpieczne, a z drugiej w żaden sposób niezabezpieczone i nieprzystosowane do zwiedzania, to w okolicach stolicy Chin jest kilka miejsc, w których można podziwiać tę wyjątkową budowlę. Najsłynniejszy fragment to Badaling, inny mniej oblegany to Mutianyui wyjątkowo stromy Jiankou –  zarezerwowany dla tych bez małych dzieci 😛
Na wzniesienie Badaling dojazd z Pekinu jest najprostszy. Wystarczy dojechać metrem do dworca autobusowego i odnaleźć odpowiedni przystanek, z którego odjeżdża autobus linii 919 lub 877. Wbrew pozorom dworzec autobusowy jest naprawdę rozległy. Trzeba przejść spory kawałek po wyjściu z metra, wpadając po drodze na nagabywaczy i fałszywe przystanki z których odjeżdżają autobusy, znacznie droższe, o tych samych numerach, których my poszukujemy, jednak innego koloru (miejskie autobusy są zawsze zielone). Prawie się poddaliśmy gdy piąty raz ktoś zapewniał nas,że właśnie tylko z tego przystanku odjeżdża właściwy autobus na „Great Wall”, ale dziwne wydawało nam się, że raptem Chińczycy mówią biegle po angielsku. W żadnym wypadku nie można się godzić na zakup u nich biletów. Tacy ludzie to naciągacze – są dogadani z właścicielami autobusów i zbierają naiwnych turystów, chcących zobaczyć jeden z cudów świata… niestety za nieadekwatne pieniądze. My czując podstęp, nie poddając się w poszukiwaniach znaleźliśmy w końcu właściwy przystanek. Podróż autobusem jest nie lada wyzwaniem. Bilet kupuje się w autobusie od konduktora. Po prostu podaje się cel podróży i płaci, a w zamian dostaje się odpowiedni bilet. Podróż Pekin – Badaling (70km) kosztuje 15 juanów/os. Autobusy są w większości przepełnione, bez klimatyzacji, ludzie w środku stłoczeni, małemu dziecku, za które nie płaci się biletu, nie przysługuje osobne siedzenie, podróżuje na kolanach rodziców. Styl prowadzenia pojazdów kierowców jest często zdumiewający i lekkomyślny. Najlepiej przespać ten fragment podróży co też część z nas uczyniła 😉
Po dotarciu na miejsce okazało się że nie jesteśmy pod bramą główną tylko gdzieś przy bocznym wejściu na mur, gdzie nie byo ani jedej europejsko wyglądającej twarzy. Nie zmartwiliśmy się tym zbytnio bo już przy bramie witały nas niedźwiedzie himalajskie, które okazały się wyjątkową atrakcją dla Chłopczyka.
Wejście na mur kosztuje 40 juanów, dzieci nie płacą przynajmniej nasz dzieciak nigdzie nie płacił, musieliśmy go tylko czasami pokazać w okienku. Samo przejście od kas do bramek kojarzyło nam się z Krupówkami, ta sama chińska tandeta, smażone pączki, pierogi, kukurydza i zdjęcia z misiem.

Droga murem jest męcząca, szczególnie z plecakiem, na plecach , hulajnogą w jednej ręce i dzieckiem w drugiej 😉 Niektóre odcinki są łatwe do pokonania, a na niektórych trzeba się mocno wspinać w górę czasami po oblodzonych stopniach. Tam gdzie są wyższe schody, pojawiają się kolejki, jest bardziej tłoczno, bo niestety wiele osób ma problemy z pokonaniem wysokich schodów. Pomimo barierek pomagającym we wspinaczce wiele ludzi potyka się, ześlizguje, upada… przystaje na boku próbując złapać oddech.
Baliśmy się tłumów, ale w gruncie rzeczy  nie było aż tak źle. Myśleliśmy, że będzie gorzej, że masa tłumu nie pozwoli nam pstryknąć żadnej fotki. Tymczasem my okazaliśmy się bardzo egzotyczni dla Chińczyków i niezliczona ilość osób robiła sobie z nami zdjęcia. Najbardziej rozchwytywany okazał się blondwłosy Chłopczyk, który bardzo szybko przestał czuć się skrępowany i pozował niczym gwiazda filmów akcji.
Sam mur jest odcinkami bardzo szeroki, więc stojąc z boku nikomu się nie przeszkadza. Po drodze są nawet miejsca odpoczynku, punkty widokowe, stoiska z pamiątkami i punkty gastronomiczne z doskonałymi pierożkami jingpeng mandu. Chcieliśmy przejść jak najwięcej muru i założyliśmy, że do przystanku autobusowego dotrzemy ostatecznie kolejką. Jakże wielkie było nasze zdziwienie gdy okazało się, że za bilety na zjazd nie można zapłacić kartą, choć do tej pory nigdzie nie było problemu z płatnością. Nam zostało tylko kilka juanów w kieszeni i niespełna pół godziny do odjazdu ostatniego autobusu. W większości turystycznych miejsc można płacić kartą, a w licznych bankomatach wybrać juany (warto wykupić w PL za parę złotych opcję wybierania pieniędzy z bankomatów na całym świecie bez prowizji)  ale nigdzie na murze nie ma bankomatu 😉 Pozostał nam marsz w dół… zamkniętym z powodu oblodzenia przejściem lub 4 godzinny powrót murem. Wybraliśmy opcję pierwszą jak wielu Chińczyków. Podążyliśmy za tłumem, przeskakując ogrodzenia. Wiedzieliśmy już, że nie mamy szans zdążyć na autobus, ale mieliśmy alternatywę… Pociąg.

Zdobycie biletu osobiście na stacji kolejowej jest interesującym doświadczeniem. Warto wiedzieć, że w Chinach praktycznie nikt nie mówi po angielsku. Na 99% trafimy w kasie  na osobę, która nie zna nawet słowa po angielsku. „Pekin”,  „Badaling”, czy „Great Wall” będą dla niej niezrozumiałe. W tym miejscu kończą się również tablice z informacją w języku angielskim. Zapewne celowo, żeby utrudnić turystom podróżowanie na własną rękę i wymusić na nich zostawianie pieniędzy w agencjach turystycznych. W związku z tym warto mieć słowa „Pekin- Beijing” „Badaling” jak i „Wielki Mur” wydrukowane w języku chińskim na kartce papieru. Wtedy wystarczy pokazać te napisy, dzięki czemu jest szansa że nas zrozumieją w którym kierunku chcemy jechać. Bilet w jedną stronę kosztuje 6 juanów ( niecałe 3 zł) Z Pekinu do Badaling i z powrotem odjeżdża codziennie naście pociągów. Podróż trwa około 1,5 h. Niestety, linia ta jest zatłoczona i mimo, że byliśmy dużo wcześniej przed odjazdem pociągu to staliśmy w gigantycznej kolejce, a konduktor wpuszczał co parę minut kilkadziesiąt osób na peron. W ten sposób jeszcze przed odjazdem pociągu peron wypełnił się po brzegi i tylko barierki zabezpieczające powstrzymywały tłum przed wypadnięciem na tory. To pozwala zrozumieć dlaczego samoobrona jest tak ważna dla Chińczyków. 😉 Stłoczenie jest niewiarygodne i nikt nie zwraca uwagi na dzieci czy „słabszych”. Jeśli jakimś cudem uda Wam się dostać do środka pociągu to zapomnijcie o miejscach siedzących, zapomnijcie nawet o miejscach tzw. priorytetowych – dla matki z dzieckiem czy niepełnosprawnych… Nam udało się znaleźć wyjątkowo cuchnącą miejscówkę przy toaletach gdzie na podłodze rozłożyliśmy naszego BoostPacka i Chłopczyk jak to ma w zwyczaju zasnął. Niestety w trakcie jazdy, obsługa pociągu zajmuje się nie tylko sprawdzaniem biletów i przeciska się przez stłoczonych ludzi, ale trudni się również promocją i sprzedażą różnych „pamiątek” jak np. puzzle czy podkładki na stół, przy okazji wszystko dokładnie demonstrując i ekspresyjnie opowiadając. Takie małe show na środku przepełnionego wagonu.

Reasumując. Czy warto? Czy mur rozczarowuje czy zachwyca? W dzisiejszych czasach i dostępie do informacji, każdy może go zobaczyć, na zdjęciach, filmach czy mapach.  Jednak zobaczyć go na żywo to co innego. Wielki Mur Chiński robi piorunujące wrażenie!

POLECANE:

Jak samemu dotrzeć na Wielki Mur Chiński krok po kroku.
O naszym Pekinie słów kilka TU

.
CHINY 201719CHINY 201720CHINY 201721CHINY 201722Chiny_wybrane9CHINY 201723Chiny_wybrane8CHINY 201724CHINY 201725Chiny_wybrane11CHINY 201729CHINY 201727CHINY 201730CHINY 201728CHINY 201731CHINY 201733CHINY 201732Chiny_wybrane10Chiny_wybrane12Chiny_wybrane13Chiny_wybrane14Pekin przesiadka na metro. Gdzieś w środku budowy…

CHINY 201734Chiny_wybrane15

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s