PEKIN, Chiny

Pekin 北京 , Beijing, miasto pełne kontrastów, które nie zachwyca, ale zadziwia i wprawia w osłupienie. Przylatując na lotnisko możemy opuścić terminal na 72 h bez konieczności posiadania wizy. Wypełniamy tylko formularz tzw. pozwolenie czasowe, otrzymujemy pieczątkę w paszporcie i bez dodatkowych opłat możemy rozpocząć zwiedzanie. Do centrum Pekinu, w 20 minut dojeżdża AirportExpress, który kursuje dość często. Z niego, na stacji Dongzhimen przesiadamy się na metro. Pekińskie metro jest chyba najłatwiejszym sposobem podróżowania po mieście, jedyne co w nim przeraża, to chińskie znaki i nieuprzejme tłumy takich samych ludzi gapiących się w swoje smartfony. Na początku odnalezienie właściwego kierunku bywa stresujące jednak nie sposób się tu zgubić. Należy poświecić trochę czasu, aby przyzwyczaić się do „znaczków” i Chińczyków, ale już po pierwszej przejażdżce metrem ma się wrażenie że przynajmniej po kolorach linii trafi się do celu 😉 W sumie w każdej chwili możemy zmienić pociąg na jadący w przeciwną stronę. Stacje są monitorowane i obecna jest także ochrona, a przy każdym wejściu musimy przejść przez bramki bezpieczeństwa, które prześwietlają nasz bagaż. Zdarza się, że pokonujemy bramki kilka razy zanim dostaniemy się na właściwy peron. Bilety można kupić w biletomatach ( w niektórych mamy możliwość wyboru języka) lub w okienku u kasjera, który biegle włada tylko chińskim. Koszt jednego przejazdu to parę juanów ( 1-3 zł około ). Małe dzieci do 120 cm nie potrzebują biletu pod warunkiem że na jednego dorosłego przypada jedno dziecko.  Warto zopatrzyć się w papierową mapę lub zrobić kilka zrzutów z ekranu z googlemaps bo internet w Chinach jest cenzurowany i monitoruje swoich obywateli. Zablokowany jest dostęp do wielu stron internetowych oraz zagranicznych serwisów społecznościowych,  Google, Facebook, Twitter, Instagram. Chińczycy mają własne, „bezpieczne” serwisy i strony internetowe, do których można się zalogować, ale trzeba znać chiński ;-P Można również korzystać z internetu na lotnisku,  w specjalnym automacie podaje się numer paszportu i zwrotnie otrzymuje się specjalny kod dostępu do sieci, który nie zawsze działa. Podobno można ściągnąć aplikację VPN na smartfona i pomimo blokady korzystać z zakazanych stron. My o tym nie wiedzieliśmy i byliśmy szczęśliwie odcięci od netu, za to przewodnik z mapą okazał się bardzo przydatnym nadbagażem.
Plan zwiedzania warto przeskalować na mapie, odległości są znaczne i to co wydaje się 15 minutowym spacerkiem zamienia się w 1,5 godzinny energiczny marsz przez głośne ulice bez przejść dla pieszych, w tumanach spalin. W Chinach część ludzi chodzi w maskach, natomiast pozostali zmagają się z trującym smogiem i chodzą bez masek, co kończy się tym, że Chińczycy co chwila chrząkają i plują na chodnik. Bez żadnego skrępowania,  nie ważne, czy młody, czy stary, mężczyzna czy kobieta. W Pekinie chrząkają i plują wszyscy! Spacer ulicami nie należy więc do przyjemności. Poza tym Chińczycy jeżdżą bardzo zadziwiająco i lekkomyślnie. Pierwszeństwo zawsze ma zmotoryzowany. Przemieszczanie się taksówką czy autobusem mija się z celem bo i tak utknie się gdzieś w korku, a rower miejski to najbardziej niebezpieczny środek transportu i wynajęcie go to nie taka prosta sprawa. Natomiast wypożyczenie auta w Chinach jest praktycznie niemożliwe gdyż nie honorują tam żadnego prawa jazdy z wyjątkiem swojego.

Aby nie tracić czasu w Pekinie mieliśmy rozpisane miejsca warte odwiedzenia – dojazd do nich, godziny otwarcia i ceny. Oczywiście zaplanowaliśmy więcej atrakcji niż mieliśmy czasu, ale w trakcie zwiedzania decydowaliśmy, co sobie darujemy, a co jest naszym priorytetem.  Numerem jeden było Zakazane Miasto i wszystko wokół niego: huttongi, Mauzoleum Mao, Wzgórze Węglowe i Park Jingshan, następnie wyprawa do Baddaling i zdobycie Wielkiego Muru Chińskiego i na koniec okolice Dongzhimen: Świątynia Lamajska, Konfucjusza, Akademia Cesarska i Park Ditan.  Niestety jet lag trochę zweryfikował nam plan wycieczki. W ciągu dnia mieliśmy niezaplanowane postoje. Chłopczykowi przez nadmiar wrażeń i brak nocnego snu wyładowywały się baterie i zasypiał gdziekolwiek. Tak spędziliśmy ponad 3h na ławce w Zakazanym Mieście obserwując ekipy sprzątające plac podczas gdy Chłopczyk ucinał sobie bezcenną drzemkę. Podróżując z bobasem nie ma się tego typu problemów, wsadza się go po prostu do wózka, przykrywa kocykiem i zwiedza dalej. Noszenie 6-latka jest jednak trochę bardziej uciążliwe 😛
A gdy głód zaczyna dawać o sobie znać to w Pekinie nie sposób głodować. Jest tam niezliczona ilość barów, restauracji i wszelkiego rodzaju jadłodajni. Od małych ulicznych budek z mięsem i „niewiadomoczym” na patyku po wielkie ekskluzywne restauracje. Niekiedy całe ulice są wypełnione restauracjami jedna koło drugiej, jest w czym wybierać jednak nie zawsze można zjeść to na co ma się ochotę… Obsługa zazwyczaj nie mówi po angielsku lub mówi bardzo słabo i posługuje się chińską apką na telefon typu Google translate. W miejscach bardziej turystycznych, gdzie znajdzie się droższe restauracje albo Starbucks’a, McDonalds’a czy KFC menu jest również po angielsku i ma obrazki więc łatwo coś wybrać. W zdecydowanie tańszych uczęszczanych tylko przez Chińczyków menu jest wyłącznie po chińsku, a obsługa nie mówi po angielsku ani słowa i tam liczy się szczęśliwy traf. Porcje są zazwyczaj bardzo duże, podawane na sporych półmiskach tak aby każdy przy stole mógł się częstować. Gdy zamawialiśmy trzy potrawy patrzono na nas z niedowierzaniem… teraz już wiemy dlaczego 😉 Jedzenia starczyłoby nam na co najmniej 3 dni.  Ryż zazwyczaj jest bezpłatnym dodatkiem do posiłku więc w razie nietrafionego wyboru gdy potrawa wypala podniebienie, a sześciolatek odmawia spożycia jej, zawsze pozostaje miska ryżu 😉 Wizyta w supermarkecie czy jakimkolwiek sklepie też nie zawsze kończy się zaspokojeniem głodu. Wszystkie etykiety na produktach są w języku chińskim i tylko znajomy layout przypomina nam znane z Europy batoniki, płatki czy napoje.

Im więcej słów zna się po chińsku tym można liczyć na tańszy nocleg. W huttongach przenocujecie już za 30 juanów (20 zł)  za łóżko, a w sieciowych hotelach od 500 juanów (290 zł) za pokój ze śniadaniem i obsługę w języku angielskim. A gdy ma się dosłownie chwilę na sen to lotniskowe ławki też są całkiem wygodne. 😉
Byliśmy w Pekinie wczesną wiosną, wybierając się tam w miesiącach chłodniejszych warto pamiętać, że wiele huttongów i hosteli nie ma ogrzewania i bywa tam naprawdę zimno.

POLECANE:
Bilety lotnicze na trasie Warszawa-Pekin AirChina
Jak jeździć tanio po Pekinie
Aplikacja pozwalająca korzystać z internetu Free VPN by Betternet do pobrania w iOS AppStore i sklepie Google Play.
Nocowanie: Hutong „Happy Dragon Courtyard Hostel Dongsishitiao,  Forbidden City Hostel,  Hotel Park Plaza Beijing Science Park

Zakazane Miasto

.

CHINY 2017CHINY 20171CHINY 20172Chiny_wybrane1Chiny_wybraneCHINY 20173CHINY 20177CHINY 20174Chiny_wybrane3CHINY 20175CHINY 20176CHINY 20178Chiny_wybrane4CHINY 20179CHINY 201711CHINY 201712CHINY 201710Chiny_wybrane5CHINY 201713CHINY 201714CHINY 201715CHINY 201717CHINY 201716Chiny_wybrane15CHINY 201718Chiny_wybrane14

One thought on “PEKIN, Chiny

  1. Pingback: Wielki Mur Chiński, Badaling | crazyjtravel

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s